Nanotechnologia
Eric Drexler w 1992 roku wystąpił przed senatem Kongresu USA. Było to lato, kiedy naukowiec ten postanowił ogłosić przed sądem najwyższym coś, nad czym pracował od dłuższego czasu. Zainteresowanie ze strony władzy nie było zbyt wielkie – naukowiec już wielokrotnie próbował zwrócić na siebie uwagę, a potem wychodziło, że potrzebuje tylko dodatkowych funduszy na jego nie zawsze zgodne z przyjętymi zasadami badania. Ale tym razem chodziło o coś znacznie ciekawszego, o coś innego. Powiedział zebranej komiski, że ma receptę na to, by większość podstawowych problemów ludzkości, takie jak zanieczyszczanie środowiska, nieuleczalne choroby i nędza mogą zostąć wkróte rozwiązanie. Jego receptą były mikroskopijne urządzenia, które nazwał nanomaszynami lub nanobotami. Nano pochodzi od greckiego słowa, które oznacza karła, coś małego i nieistotnego. Te robociki miały być panaceum na ludzkości i miały być wielkości atomów, a nawet i troszkę mniejsze. Wszystko miałyby wykonywać nanomaszyny. Idea nazywana nanotechnologią zajął się po raz pierwszy Richard Feynman. Było to w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym roku, a sam naukowiec został nagrodzony w swoim życiu najbardziej prestiżową nagrodą, jaką może dostać naukowiec, czli Nagrodą Nobla. Stwierdził on w jednej ze swoich prac, że kiedy naukowcy będą w stanie uzyskać na drodze syntezy absolutnie wszystko, będzie możliwe wyprodukowanie mikrorobotów. Jeżeli utworzenie takich małych robotów będzie możliwe, najprawdopodobniej będą one mogły wykonywać rzeczy dla ludzi jeszcze niemożliwe, czyli tworzyć wszystko o wiele razy szybciej, bardziej dynamiczniej i chętniej. Dzięki nim ludzkość miała zostać wyzwolona z takich schorzeń jak choroby serca, ponieważ maszyny będą mogły poruszać się wewnątrz organizmu i pomagać mu odpowiednio pracować tak, by nie narażać człowieka na zawał czy wylew. Nędza miała zostać zniszczona dzięki temu, że maszyny miały wykonywać za ludzi większość roboty.
Pierwszy pomysł Drexlera polegał na stworzeniu maszyny do robienie mięsa. Krowa do powiększania swojej masy potrzebuje naturalnych surowców, jakie daje jej natura – jest to powietrze, woda oraz trawa – a wyprodukowanie maszyn, które produkowałyby z kolei te surowce, i pracujące nad innymi hodowlami krów, mogłyby zlikwidować problem brakowania mięsa wśród ludzi. Proces naturalny przebiega bardzo prosto – krowa zjada trawę, po czym ją trawi. Potem bez żadnej ingerencji i działania z zewnątrz przemienia to wszystko w tkankę mięśniową, która dla człowieka jest pożywieniem. Jej cząsteki są zaprogramowane do wytwarzania tego określonego materiału, co robią dokładnie w taki sam sposób nanoboty Drexlera. I teraz pojawia się pytanie, dlaczego w warunkach laboratoryjnych byłoby to niemożliwe? To bardzo proste z punktu widzenia nauki, wyprodukować te surowce. A co jeśli można by je produkować o wiele szybciej, nie angażując do tego ludzi? Wszystko zautomatyzowane, nieustannie tworzone… Dr Eric Drexler ma za sobą już wiele sukcesów naukowych. Kiedy rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty szósty zbliżał się ku końcowi, ukończył obszerną prawcę nad Engines of Creation, które stanowi w tym momencie fundamentem jego aktualnych prac nad nową technologią. W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim roku udało mu się dostać na audiencję do komisji senackiej, której przewodniczącym był Al Gore, gdzie mówił o sposobach, w jakich przedmioty codziennego użytku mogą być wytwarzane przez całe kompanie małych robotów. W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku uzyskał uznanie i zdobył nagrodę imienia Kilby Young Innovator Award. A już od tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego roku prowadzi rozległe kursy na temat nanotechnologii. Jest doktorem nanotechnologii molekularnej oraz jest właścicielem dyplomu z nauk interdyscyplinarnych oraz inżynierii. Od początku lat dziewięćdziesiątych przewodniczy Foresight Institute, która jest bardzo pomocna w przemyśle. Kluczem do sukcesu nanotechnologii są tak zwane nanoboty. Są to mikroskopijne wersje skomplikowanych robotów, które są zaprogramowane do wykonywania pewnych czynności. Wielkość takowych robocików jest bardzo mała, mogą one mieć wielkość blisko kilku setnych milimetra, a nawet jeszcze mniej. Nanoboty byłyby kontrolowane przez inteligentne nanokomputery – te z kolei nauczone by były przechwytywać pewne molekuły oraz grupować je we wcześniej ustalone struktury. dzięki używaniu atomów węgla, który ma w tej dziedzinie bardzo duże znaczenie, można by budować niemalże każdą rzecz, a nanoboty miałyby zdolność samodzielnego rozmnażania – coś jak w nowej odsłonie filmu “Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”. Rośliny potrafią bardzo łatwo wykonywać kopie samych siebie, a naukowcy chcą pracować nad tym, by były takie same nanoboty. Jednak wszystko wydaje się póki co spojrzeniem w daleką przyszłość, trochę nawet będącą elementem science-fiction, więc póki co, pozostaje jedynie śledzić dalszy rozwój wydarzeń.
Nanoutopia, jak to nazwał Drexler, jest całkiem możliwa. A kiedy ziści się jego sen, faktycznie będzie można nazwać to utopią. Jednakże wielu ludziom wydaje się ona za bardzo rozdmuchana, za bardzo piękna, by mogła się naprawdę ziścić. Dostatek jedzenia dla absolutnie wszystkich, co oznacza wyeliminowanie głodu, powszechnie dobre zdrowie u wszystkich ludzi, dach nad głową każdego człowieka na Ziemi oraz wolnego czasu w takim nadmiarze, że do końca życia nie będzie trzeba się napracować, jest zbyt idealne i przypomina raczej coś, co nigdy się nie wydarzy, ponieważ jest po prostu zbyt piękne. To tłumaczy, dlaczego idee Drexlera, uważanego przez niektórych za szalonego naukowca, spotykają się z szeroką i mocną falą niechęci. Wielu twierdzi, że utworzenie takiego systemu, gdzie roboty mogłyby wykonywać za ludzi brudną robotę, przedstawia się bardziej jako rola Stwórcy, a historia wiele razy dowiodła, że bawienie się w Boga nigdy nie wychodziło ludziom na dobre. Naukowcy negatywnie podchodzący do teorii nanotechnologii studzą zapał przyrównując ją do inżynierii genetycznej. Drexler natomiast nie interesuje się opinią innych, tylko nadal pracuje nad tym zagadnieniem wierząc, że kiedy w końcu pokaże, jak to wszystko może działać, ludzie zaczną być przychylni jego teroii. Zaczął już dawno temu pracować nad tym projektem, mniej więcej w okolicach tysiąc dziewięćset diedemdziesiątego szóstego roku zaczął poważnie zastanawiać się, co takiego mógłby stworzyć człowiek, żeby do końca życia nie musiał się martwić prozą istnienia – nie musiał by chorować, pracować, utrzymywać się, a coś mogłoby wykonywać za nich całą brudną robotę. Doszedł do wniosku, iż skoro ludzkie komórki potrafią się reprodukować na podstawie kodu odziedziczonego od rodziców, to dlaczego cząsteczki nie mogą zostać zaprojektowane w podobny sposób? Wszystko wydawało się mu takie oczywiste i takie zachęcające, że postanowił zająć się tym na serio. I tak jest do dzisiaj.