Nanoutopia
Nanoutopia, jak to nazwał Drexler, jest całkiem możliwa. A kiedy ziści się jego sen, faktycznie będzie można nazwać to utopią. Jednakże wielu ludziom wydaje się ona za bardzo rozdmuchana, za bardzo piękna, by mogła się naprawdę ziścić. Dostatek jedzenia dla absolutnie wszystkich, co oznacza wyeliminowanie głodu, powszechnie dobre zdrowie u wszystkich ludzi, dach nad głową każdego człowieka na Ziemi oraz wolnego czasu w takim nadmiarze, że do końca życia nie będzie trzeba się napracować, jest zbyt idealne i przypomina raczej coś, co nigdy się nie wydarzy, ponieważ jest po prostu zbyt piękne. To tłumaczy, dlaczego idee Drexlera, uważanego przez niektórych za szalonego naukowca, spotykają się z szeroką i mocną falą niechęci. Wielu twierdzi, że utworzenie takiego systemu, gdzie roboty mogłyby wykonywać za ludzi brudną robotę, przedstawia się bardziej jako rola Stwórcy, a historia wiele razy dowiodła, że bawienie się w Boga nigdy nie wychodziło ludziom na dobre. Naukowcy negatywnie podchodzący do teorii nanotechnologii studzą zapał przyrównując ją do inżynierii genetycznej. Drexler natomiast nie interesuje się opinią innych, tylko nadal pracuje nad tym zagadnieniem wierząc, że kiedy w końcu pokaże, jak to wszystko może działać, ludzie zaczną być przychylni jego teroii. Zaczął już dawno temu pracować nad tym projektem, mniej więcej w okolicach tysiąc dziewięćset diedemdziesiątego szóstego roku zaczął poważnie zastanawiać się, co takiego mógłby stworzyć człowiek, żeby do końca życia nie musiał się martwić prozą istnienia – nie musiał by chorować, pracować, utrzymywać się, a coś mogłoby wykonywać za nich całą brudną robotę. Doszedł do wniosku, iż skoro ludzkie komórki potrafią się reprodukować na podstawie kodu odziedziczonego od rodziców, to dlaczego cząsteczki nie mogą zostać zaprojektowane w podobny sposób? Wszystko wydawało się mu takie oczywiste i takie zachęcające, że postanowił zająć się tym na serio. I tak jest do dzisiaj.